Bohaterem reżyserskiej retrospektywy jest w tym roku Na Hong-jin, jeden z najbardziej wyrazistych autorów Nowego Kina Koreańskiego, wizjoner i prowokator. Podczas repliki 20. edycji Pięciu Smaków pokażemy wszystkie jego pełnometrażowe filmy – także najnowszy blockbuster „Witajcie w Hope”, łączący szybką akcję i skrajne emocje. Zaledwie cztery tytuły, składające się na filmografię Na, zapewniły mu status mistrza specjalizującego się w zgłębianiu mrocznej strony ludzkiej natury. To będą mocne seanse!
Obserwator brutalnej koreańskiej rzeczywistości, Na Hong-jin debiutował w 2008 roku thrillerem „W pogoni”, opowiadającym o starciu upadłego gliniarza z seryjnym mordercą kobiet. Początkujący twórca zaskoczył publiczność wybitnym wyczuciem reguł gatunku i umiejętnością realizacji kinetycznych pościgów po nocnych ulicach Seulu. Film zanurzony był w obezwładniającym pesymizmie, który – co szybko stało się jasne – nie pojawił się tutaj przypadkiem.
Dwa lata później swój kolejny obraz „Morze Żółte” Na pokazał już w Cannes, a w 2016 roku odniósł największy jak dotąd sukces „Lamentem”, horrorem wciągającym widzów w spiralę strachu, prowadzącą na samo dno koszmaru. Tegoroczna produkcja „Witajcie w Hope” to z kolei najdroższy i najbardziej ambitny film w historii kina koreańskiego. Zdjęcia były realizowane na niedostępnych terenach parku narodowego w Rumunii, film ma międzynarodową obsadę i kosztowne efekty CGI – od światowego sukcesu „Witajcie w Hope” będzie zależeć nie tylko kariera Na, ale też dalsza skłonność koreańskich producentów do inwestowania w duże, odważne projekty.
Na jest godnym reprezentantem Nowego Kina Koreańskiego, nurtu, który spojrzał na gatunki filmowe świeżym okiem i z radosnym entuzjazmem odkrywał ich nowe możliwości narracyjne. Z jednej strony twórca doskonale rozumie zasady gatunkowej gry i za nimi podąża, z drugiej – rozsadza je, generuje fabularny chaos, poszerza skalę emocji, płynnie przechodząc od ekstremalnej przemocy po czarny humor, rozbija tempo akcji, gwałtownie przyspieszając, by po chwili zdjąć nogę z gazu. Ale filmy Na nie są jedynie czystą gatunkową szermierką – reżyser nie stroni od komentarza politycznego czy społecznego. Jedno jest pewne – to kino realizowane w absolutnym pędzie. Od was zależy, czy dostaniecie od niego zadyszki.